Z Mieszkańcami i dla Mieszkańców
Winieta 1
Winieta 1
Zawiniła straż? Czy na pewno?

Zawiniła straż? Czy na pewno?Brak reakcji straży miejskiej doprowadził do śmierci człowieka – do takiej refleksji można dojść po lekturze artykułu „Śmierć mężczyzny na przystanku w Gdańsku. Czytelnik, który go reanimował twierdzi, że straż miejska nie zareagowała na zgłoszenie”, opublikowanego 17 kwietnia 2018 r. na stronie internetowej Dziennika Bałtyckiego. Stanowczo sprzeciwiamy się takiej sugestii. Informacje, przekazane Redakcji przez Czytelnika, są nieścisłe i nie mają potwierdzenia w zapisach naszych systemów, które rejestrują wszystkie zgłoszenia oraz podejmowane (lub niepodejmowane) interwencje. Wydźwięk artykułu powstałego w oparciu o niesprawdzone informacje jest dla Straży Miejskiej w Gdańsku bardzo krzywdzący. Winny zostaje wskazany już w tytule publikacji.

Rzecz dotyczy zdarzenia, do którego doszło w poniedziałek 16 kwietnia 2018 r. po południu. Na przystanku tramwajowym Chmielna przy Podwalu Przedmiejskim w Gdańsku przewrócił się mężczyzna.

Nasz Czytelnik przeprowadził akcję reanimacyjną, którą kontynuowali później ratownicy z pogotowia. Mimo pomocy mężczyzna zmarł. Nasz Czytelnik twierdzi, że strażnicy miejscy zlekceważyli zgłoszenie.

dziennikbaltycki.pl, 17.04.2018 r.

Autorka publikacji potwierdziła w rozmowie telefonicznej z rzecznikiem Straży Miejskiej w Gdańsku, że polegała jedynie na informacjach przekazanych przez jej Czytelnika. Treści tych nie weryfikowała, a ich zestawienie ze stanowiskiem przekazanym przez Straż Miejską w Gdańsku uznała za wystarczające. Tymczasem jak wynika z naszego wewnętrznego postępowania, podane przez Czytelnika informacje są bardzo nieścisłe.

Gdy zobaczyliśmy tego pana, wraz z koleżanką wyskoczyliśmy z tramwaju i podjęliśmy akcję ratunkową. Jesteśmy po kursach ratunkowych – opowiada nam pan Robert (imię zmienione). Pan Robert twierdzi, że najszybciej powiadomiono Straż Miejską w Gdańsku. Obok zatrzymał się kierowca i zadzwonił tam, ale patrol nie przyjechał, a nam nie udało się go przez to uratować – mówi pan Robert.

dziennikbaltycki.pl, 17.04.2018 r.

W pierwszej kolejności należałoby zadać Czytelnikowi pytanie, dlaczego osoba po kursach ratowniczych, mająca do czynienia z sytuacją zagrożenia zdrowia i życia oraz podejmująca akcję reanimacyjną dzwoni po pomoc do straży miejskiej?! Po drugie, należałoby mieć pewność, że ów anonimowy kierowca, który zatrzymał się obok, faktycznie dzwonił i rzeczywiście do nas. Wszystkie rozmowy z dyżurnym alarmowego numeru 986 są rejestrowane. W naszym systemie nie ma śladu, że takie wezwanie zostało nam przekazane. Należy zatem założyć, że mimo chęci powiadomienia straży miejskiej, ów mężczyzna nie zrobił tego skutecznie. Być może uznał (słusznie zresztą), że w tej sytuacji potrzebne jest raczej pogotowie ratunkowe i jemu przekazał informację o zdarzeniu. Tego jednak nie jesteśmy w stanie zweryfikować. To tylko przypuszczenia wynikające z faktu, że straż miejska takiego zgłoszenia nie odebrała!

Jedynym wezwaniem, które dotyczy opisywanej sprawy, było zgłoszenie przekazane o godzinie 16:29 przez pasażerkę tramwaju. Nie wynika z niego, że mogło chodzić o sytuację zagrożenia życia i zdrowia, lecz raczej o osobę nietrzeźwą.

- Dzień dobry. Ja w sumie nie wiem, może ktoś to już zgłaszał czy coś, ale ja jadąc tramwajem, w sumie jak już odjeżdżałam z przystanku, to zorientowałam się, że na przystanku leży jakiś pan, no nie… I nie wiem, czy wyglądał w sumie na pijanego, no tak średnio. Ale ludzie tam w tramwaju mówili, że trzeba zadzwonić w takiej sprawie na straż miejską, to dzwonię. Nie ma mnie tam na miejscu, ale widziałam, że ten pan leżał i on tak dziwnie jakby się ruszał, jakby go naprawdę coś bolało. - O jakim przystanku tramwajowym mówimy? - Na Chmielnej, przystanek Chmielna i w kierunku Stogów był ten przystanek. - Chmielna w kierunku Stogów… Sprawdzimy. - Dobra, no. To do widzenia! - Do widzenia.

Rozmowa pasażerki tramwaju z dyżurnym alarmowego numeru 986, 16 kwietnia 2018 r. godz. 16:29

Kobieta mówiła spokojnym głosem. Z rozmowy z nią nie wynikało, że może chodzić o zagrożenie życia. Dlatego też dyżurny Stanowiska Kierowania nie miał podstaw, by wzywać w tym momencie ratownictwo medyczne, ani też aby wysłać na miejsce patrol straży miejskiej z użyciem sygnałów uprzywilejowania.

Można założyć, że o godzinie 16:29 na przystanku nikt nie prowadził akcji reanimacyjnej. Gdyby tak było, pasażerka na pewno by o tym wspomniała w rozmowie z dyżurnym Stanowiska Kierowania. Możliwe, że widząc osoby prowadzące reanimację, w ogóle nie zadzwoniłaby na numer 986.

Po zakończonej o godzinie 16:30 rozmowie z pasażerką, dyżurny Stanowiska Kierowania wydał polecenie sprawdzenia zgłoszenia patrolowi zmotoryzowanemu, który w tym momencie był na ulicy 3 Maja, obok Urzędu Pracy. O tej porze dnia, na ulicach panuje wzmożony ruch samochodowy. Strażnicy dotarli na przystanek Chmielna o godzinie 16:46. Na miejscu był już zespół pogotowia ratunkowego, który reanimował mężczyznę.

W tym momencie kolejny raz należy zadać kluczowe pytanie: Czy zagrożenie życia to sytuacja, w której należy dzwonić do straży miejskiej?! Osoby po kursach ratowniczych nie powinny mieć w tej kwestii żadnych wątpliwości. Straż miejska otrzymuje oczywiście także takie zgłoszenia i zawsze traktuje je priorytetowo. Jeśli dyżurny Stanowiska Kierowania podejrzewa, że może chodzić o zagrożenie życia - oprócz wysłania na miejsce patrolu straży, powiadamia natychmiast także pogotowie ratunkowe. Liczą się przecież sekundy! Tymczasem strażnicy stwierdzając na miejscu, że rzeczywiście zagrożone jest życie, mogą co najwyżej (tak jak każda osoba po kursach ratowniczych) udzielić pierwszej pomocy przedmedycznej i wezwać pogotowie ratunkowe.

W obliczu opisanych powyżej faktów, należy się zastanowić, czy rzeczywiście zawiniła straż miejska i czy faktycznie przez rzekomy brak jej reakcji nie udało się Panu Robertowi wraz z koleżanką uratować życia mężczyzny? Pytania te, naszym zdaniem, powinna zadać sobie także Redakcja Dziennika Bałtyckiego przed opublikowaniem artykułu.

Ustawa z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe zobowiązuje dziennikarza do zachowania szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych, zwłaszcza do sprawdzenia zgodności z prawdą uzyskanych wiadomości lub podania ich źródła (art. 12). Naszym zdaniem owa staranność i rzetelność w tym przypadku nie została zachowana. Tłumaczenie, że „wystarczyło zacytować opinie obu stron”, wydaje się być w tym kontekście mało przekonujące. Tym bardziej, że wagę stawianych nam zarzutów poznaliśmy dopiero podczas lektury opublikowanego artykułu. Jedno z orzeczeń Sądu Najwyższego w sprawie o ochronę dóbr osobistych mówi: dziennikarz nie może ujawnić swoich informatorów wbrew ich woli, ale oznacza także, że dziennikarz, decydując się na publikację materiału opartego o informacje pochodzące od informatorów zastrzegających poufność, bierze na siebie ryzyko ewentualnej odpowiedzialności za naruszenie tego rodzaju materiałem, dóbr osobistych innych osób.

Orzeczenia sądów w sprawach o naruszenie dóbr osobistych:

I CSK 724/14 - wyrok SN - Izba Cywilna z dnia 18-09-2015 Podstawy rozstrzygania w sprawie o ochronę dóbr osobistych związanych z publikacją informacji; obowiązek dziennikarza zachowania szczególnej staranności i rzetelności

2. Art. 15 ust. 2 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe (Dz.U. Nr 5, poz. 24) normuje zakres podmiotowo - przedmiotowy tajemnicy dziennikarskiej i ma zasadnicze znaczenie dla prawidłowego wykonywania zadań wolnej prasy i środków przekazu polegających na służbie społeczeństwu i państwu (art. 10 ust. 1 prawa prasowego). Tajemnica dziennikarska służy ochronie informatorów zastrzegających poufność i jest instrumentem ułatwiającym dziennikarzom uzyskiwanie informacji. Oznacza, że dziennikarz nie może ujawnić swoich informatorów wbrew ich woli, ale oznacza także, że dziennikarz, decydując się na publikację materiału opartego o informacje pochodzące od informatorów zastrzegających poufność, bierze na siebie ryzyko ewentualnej odpowiedzialności za naruszenie tego rodzaju materiałem, dóbr osobistych innych osób. Ma to szczególne znaczenie w przypadku stawiania bohaterom publikacji zarzutów o charakterze kryminalnym na podstawie poszlak czy przypuszczeń w sytuacji, w której nie zostały one uznane przez kompetentne organy Państwa za wystarczające do wszczęcia postępowania karnego i postawienia zarzutów.

VI ACa 655/15 - wyrok SA Warszawa z dnia 04-11-2016 Dosłowne cytowanie wypowiedzi innej osoby a naruszenie dóbr osobistych

Nawet dosłowne cytowanie wypowiedzi innej osoby, z podaniem źródła tej wypowiedzi, nie zwalnia automatycznie dziennikarza od odpowiedzialności za naruszenie dóbr osobistych osoby trzeciej. Rzetelność i staranność w wykorzystaniu materiałów prasowych, o jakiej mowa w art. 12 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe (Dz.U. z 1984 r. Nr 5, poz. 24 ze zm.), nakazuje rozwagę. Może się bowiem w konkretnym wypadku okazać, że cytowanie wypowiedzi stanowi jednak działanie bezprawne, jeżeli cytat zawiera treści nieprawdziwe, poniżające, szkalujące, czy w inny sposób godzące w dobra osobiste innej osoby.

I ACa 1054/15 - wyrok SA Łódź z dnia 20-01-2016 Ocena staranności działania dziennikarza w kontekście ochrony dóbr osobistych

Staranność dziennikarza przy zbieraniu materiałów ma być szczególna, a więc ma to być staranność wyższa niż zwykła i powinna jej towarzyszyć rzetelność, przy czym starannie i rzetelnie zebrane materiały mają być w taki sam sposób, starannie i rzetelnie, wykorzystane. Niekiedy dziennikarz ma ograniczone możliwości sprawdzenia prawdziwości uzyskanych informacji. Nie zwalnia to jednak dziennikarza od obowiązku weryfikacji uzyskanych wiadomości w dostępny dla niego sposób. Tym bardziej w sytuacji, gdy okoliczności towarzyszące uzyskanej informacji uzasadniają obawę, że jej źródło nie było obiektywne, a podawane przez dziennikarza fakty mogą stanowić podstawę poważnych zarzutów wobec przedstawianej w publikacji prasowej osoby. W rezultacie trafny pozostaje pogląd, że podanie źródła informacji opublikowanej przez dziennikarza nie jest przesłanką wystarczającą do uchylenia bezprawności, ani nie zwalnia z obowiązku sprawdzenia zgodności z prawdą publikowanych informacji. Poprzestanie na zacytowaniu opisu danego zdarzenia przedstawionego przez jedną ze stron bez sprawdzenia, czy zdarzenie takie miało miejsce, czy chociażby bez umożliwienia drugiej stronie przedstawienia własnej wersji, z pewnością nie spełnia wymogu staranności i rzetelności dziennikarskiej.

I ACa 931/14 - wyrok SA Łódź z dnia 30-12-2014

Poleganie na bliżej nieskonkretyzowanych doniesieniach prasowych bez zweryfikowania tych źródeł, na których oparli się ich autorzy, jest sprzeczne z zasadą rzetelności dziennikarskiej, bowiem ta wymaga sprawdzania źródeł informacji. Szczególna staranność i rzetelność dziennikarza wymaga więcej niż tylko wiernego przedstawienia informacji, które uzyskał on przy zbieraniu materiałów prasowych. Samo przekonanie dziennikarza o prawdziwości publikowanej informacji nie spełnia wymagań stawianych w dyspozycji art. 12 ust. 1 pkt 1 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 roku Prawo prasowe (Dz.U. z 1984 r. Nr 5, poz. 24).

„Straż miejska zlekceważyła wezwanie, zmarł przez to człowiek” – to poważny zarzut. To przestępstwo, którym powinna zająć się prokuratura. Redakcja, powziąwszy wiedzę o takim zdarzeniu powinna złożyć doniesienie do właściwych organów. Konsekwencją byłoby wszczęcie postępowania, które jednoznacznie wyjaśniłoby, czy ktoś w tej sprawie zawinił i ewentualnie kto. Straż Miejska w Gdańsku chętnie się podda prokuratorskim czynnościom. Jesteśmy bowiem przekonani, że w tej sprawie nie popełniliśmy żadnego błędu, ani tym bardziej zaniechania.

Strażnicy miejscy na co dzień udzielają pomocy, także tej przedmedycznej. Działania podejmują zarówno na wezwanie, jak również z własnej inicjatywy – widząc podczas służby, że dzieje się coś niedobrego. Liczne przykłady takich interwencji można znaleźć na stronie internetowej Straży Miejskiej w Gdańsku. Dlatego bardzo krzywdzące jest podważanie zaufania do strażników poprzez publiczne obarczanie ich winą za rzekome zlekceważenie lub zaniechanie, którego się nie dopuścili. Na takie traktowanie naszych funkcjonariuszy stanowczo się nie godzimy!