Z Mieszkańcami i dla Mieszkańców

Winieta 1

Zanim weźmiesz zwierzaka, pomyśl...

Autor: Andrzej Hinz
Zgłoszenie o młodym, chorym i trzymanym w klatce psie skłoniło gdańskich strażników miejskich do wizyty w jednym z mieszkań. Na miejscu okazało się, że zwierzak cierpi na niedowład tylnych łap, a właściciele przytłoczeni problemami finansowymi zwlekali z pomocą weterynaryjną. Cała historia staje się ważnym głosem w dyskusji o tym, co naprawdę oznacza świadoma odpowiedzialność za domowego pupila.
Na zdjęciu widoczny jest jasny pies znajdujący się wewnątrz metalowej, czarnej klatki kennelowej ustawionej w pomieszczeniu. Zwierzę stoi na plastikowej kuwecie stanowiącej dno klatki. Głowa psa jest poruszona, przez co jest lekko rozmyta, natomiast widoczne są smukła sylwetka, krótkowłosa sierść w jasnobeżowym kolorze oraz łapy oparte o podłoże klatki. Klatka stoi na jasnoszarej, połyskującej podłodze wykonanej z płytek. Po prawej stronie, poza klatką, znajduje się metalowa miska. W misce widoczne są niewielkie pozostałości jedzenia lub zabrudzenia. Na podłodze oraz ścianach widać naturalne światło wpadające z zewnątrz, tworzące jasne refleksy i cienie.
W tle znajdują się jasne ściany i elementy wyposażenia wnętrza, a w prawym górnym rogu widoczny jest ciemny pojemnik lub kosz. Zdjęcie przedstawia psa umieszczonego w zabezpieczonej klatce w warunkach wewnętrznych.

Historia wyszła na jaw pod koniec września. Patrol strażników z Referatu Ekologicznego dostał do realizacji zgłoszenie o zaniedbanym psie, który przebywa w jednym z mieszkań w Śródmieściu. Sprawa trafiła do mundurowych za pośrednictwem Referatu Kierowania. Gdy mundurowi pojawili się pod wskazanym adresem, by sprawdzić warunki, w jakich żyje zwierzę, skala zaniedbań od razu wzbudziła ich niepokój. W niewielkim lokalu, na co dzień zajmowanym przez rodzinę, przebywał niespełna półroczny mieszaniec Pluto. W chwili wejścia strażników pies siedział zamknięty w małej klatce.

Właściciele tłumaczyli, że zamykają go tam tylko na czas wizyt osób postronnych, by zachować bezpieczeństwo-relacjonują funkcjonariusze, którzy prowadzili interwencję.

Choć w mieszkaniu była sucha karma dla psa, a miska na wodę została napełniona w obecności strażników (właściciele twierdzili, że pupil właśnie wszystko wypił), prawdziwym problemem okazał się stan zdrowia czworonoga. Pluto miał ogromne trudności z poruszaniem się z powodu wyraźnego niedowładu tylnych łap. Jak się okazało, pies zachorował na niespełna dwa tygodnie przed kontrolą. Opiekunowie jednak zignorowali problem i zwlekali z wizytą u lekarza weterynarii, naiwnie wierząc, że dolegliwości same ustąpią.

Dodatkowo na miejscu wyszły na jaw braki formalne. Choć domownicy zarzekali się, że pies jest zaszczepiony, w trakcie kontroli nie potrafili tego udowodnić, bo... nie mogli znaleźć odpowiedniego zaświadczenia. Strażnicy wyznaczyli jasny termin: do piątku, 2 października, właściciele mieli dostarczyć potwierdzenie szczepień oraz dowód na to, że Pluto został objęty specjalistycznym leczeniem. Jednocześnie zostali pouczeni, że rażące zaniedbania mogą skończyć się odebraniem zwierzęcia przez miasto.

Gdy w wyznaczonym terminie funkcjonariusze pojawili się w mieszkaniu z ponowną kontrolą, psa już tam nie było. Opiekunowie przyznali, że nie byli w stanie sprostać wyzwaniu. Z powodu trudnej sytuacji materialnej i braku środków finansowych na kosztowne leczenie weterynaryjne, zdecydowali się oddać półrocznego mieszańca do gdańskiego schroniska dla bezdomnych zwierząt PROMYK. Choć dla rodziny była to bolesna decyzja, dla cierpiącego Pluto oznaczała ona jedyną szansę na profesjonalną pomoc medyczną i powrót do zdrowia pod okiem specjalistów.