Z Mieszkańcami i dla Mieszkańców

Winieta 1

Miał być szybki podrzut, ale śmieci wróciły do samochodu

Autor: Andrzej Hinz
Worki z odpadami i opony zamiast do utylizacji trafiły w krzaki w gdańskiej dzielnicy Kokoszki. Kierowca, który je tam podrzucił, najwyraźniej liczył na to, że nikt się o tym nie dowie. Nie przewidział jednak, że jego zachowanie zauważy świadek, a informacja o zdarzeniu dotrze do strażników miejskich.
W lesie, pomiędzy niską roślinnością, znajdują się duże niebieskie worki wypełnione odpadami. W ich pobliżu widoczne są także pojedyncze porzucone przedmioty i fragmenty odpadów. Zdjęcie dokumentuje nielegalne składowanie śmieci na terenie zielonym.

Poniedziałek, 19 października. Zbliżała się godzina 18 gdy w ustronnym miejscu, tuż za za torami kolejowymi przy ul. Bysewskiej zatrzymał się granatowy Volkswagen. Po chwili wysiadł z niego mężczyzna i zaczął z bagażnika wyciągać worki z odpadami, które następnie wyrzucił w zarośla. W to samo miejsce trafiły także opony samochodowe i dwa worki z odzieżą. Kierujący był przekonany, że jego zachowanie pozostanie bezkarne, jednak był w błędzie.

Na leśnym podłożu pokrytym kolorowymi jesiennymi liśćmi leży rozerwany niebieski worek na śmieci. Z worka wysypują się różne przedmioty, między innymi plastikowe pojemniki, tacki i inne domowe odpady. Wokół znajdują się drzewa, krzewy oraz sucha roślinność. Zdjęcie dokumentuje przypadek zaśmiecenia terenu leśnego poprzez porzucenie odpadów komunalnych.

Informacja o zaśmieceniu terenu dotarła do strażników dzielnicowych z Referatu IV, którzy zajęli się sprawą. Funkcjonariusze ustalili dane właściciela samochodu i udali się pod wskazany w dokumentach adres.

Na zalesionym, trudno dostępnym terenie widoczne są nielegalnie porzucone odpady. Wśród krzewów i samosiejek zalegają zużyte opony samochodowe, niebieskie worki na śmieci oraz różnego rodzaju odpady komunalne. Teren pokryty jest opadłymi liśćmi, co częściowo maskuje skalę zaśmiecenia.

Gdy zapukali do drzwi, lokatorzy nie kryli zdziwienia powodem wizyty mundurowych. Niestety mężczyzny nie było w domu. Strażnicy skontaktowali się z nim telefonicznie i umówili na spotkanie. W trakcie rozmowy właściciel samochodu od razu przyznał się do popełnionego wykroczenia. Zapytany o powód podrzutu śmieci, nie potrafił podać żadnych logicznych argumentów. Ostatecznie umówił się ze strażnikami w miejscu, w którym pozostawił odpady. Na miejscu zabrał wyrzucone rzeczy, w tym worki z odzieżą, i załadował je z powrotem do samochodu.

Fotografia przedstawia zalesiony obszar porośnięty krzewami i młodymi drzewami. Na ziemi, pomiędzy warstwą opadłych liści, widoczne są ślady zaśmiecenia terenu. Zdjęcie ukazuje miejsce, gdzie wcześniej lub w pobliżu składowano odpady.

Na sprzątaniu się nie skończyło. Za zaśmiecanie miejsca dostępnego dla publiczności, czyli wykroczenie z art. 145 Kodeksu wykroczeń, mężczyzna otrzymał mandat w wysokości 500 złotych. Przyjął go i przeprosił za swoje zachowanie. Funkcjonariusze doradzili panu, żeby tym razem wywiózł odpady do zakładu utylizacyjnego, gdzie będzie mógł zostawić je nieodpłatnie.