Z Mieszkańcami i dla Mieszkańców

Winieta 1

Skok z mostu wantowego

Skok z mostu wantowego

Niecodzienne zdarzenie na gdańskim moście im. Jana Pawła II. W niedzielne popołudnie skacze z niego do wody mężczyzna. Informację o zdarzeniu dostają strażnicy miejscy. Natychmiast jadą na miejsce. Podejmują interwencję, która przebiega dość burzliwie. Dlaczego 57-latek zdecydował się na bardzo ryzykowny skok? Tego nie udaje się wyjaśnić…

Jest niedziela, 7 września, kilka minut po godzinie 17:00. Przez most wantowy jedzie auto. Siedzący w nim turyści widzą mężczyznę, który z dużej wysokości skacze do wody. Sytuacja ta jest dla nich na tyle niepokojąca, że widząc strażników miejskich, zatrzymują się i o wszystkim im opowiadają. Zdarzenie wydaje się być nietypowe, dlatego informacja o nim natychmiast trafia do Stanowiska Kierowania Prewencją, a stamtąd błyskawicznie do patrolu, który jest najbliżej mostu.

Funkcjonariusze z Referatu VI pędzą na miejsce i rozpoczynają poszukiwania. Na brzegu Martwej Wisły od strony osiedla Przeróbka znajdują przemoczonego do suchej nitki mężczyznę. Chcą go wylegitymować, jednak nie jest to możliwe. Pytany twierdzi, że portfel z dokumentami zgubił w wodzie. Mówi, że ma 57 lat i mieszka w Gdańsku.

Strażnicy próbują dowiedzieć się dlaczego skakał. Podobno miał to być kawał, a chodziło o zakład. Jednak świadkowie zdarzenia, twierdzą, że mężczyzna wspominał coś o zamiarze odebrania sobie życia. Ponieważ jego wypowiedzi wydają się być nie do końca logiczne, a stan emocjonalny budzi niepokój, funkcjonariusze wzywają pomoc medyczną. Na dźwięk słowa „pogotowie” mężczyzna znów skacze do wody. Strażnicy rzucają się za nim i po chwili wyciągają go na brzeg.

Spokojny do tej pory 57-latek nagle staje się agresywny. Zaczyna przeklinać, wyzywać funkcjonariuszy, szarpać się z nimi. Kolejny raz chce uciekać do rzeki. W obawie, że może sobie zrobić krzywdę, strażnicy go obezwładniają i nakładają mu kajdanki. To mężczyznę skłania do dialogu. Wyraźnie już spokojniejszy tłumaczy, że skacząc z mostu zgubił telefon komórkowy oraz portfel, więc jedynie chciał ich poszukać w wodzie.

Na miejscu pojawia się pogotowie ratunkowe. Lekarz bada pacjenta, ogląda filmik nakręcony przez jednego ze świadków zdarzenia, słucha nagranych wypowiedzi mężczyzny i decyduje, że bezwzględnie musi on jechać do szpitala na konsultacje. Pogotowie odjeżdża, strażnicy tymczasem wracają do swojej siedziby, by zmienić przemoczone mundury. Potem jadą pod adres, wskazany przez 57-latka, by o tym co się zdarzyło, poinformować jego najbliższych…