
Wtorek, 14 kwietnia. Patrol strażników z Referatu I prowadził prewencyjne kontrole w Parku Reagana. O godzinie 8:30 postanowili sprawdzić miejsce, gdzie kilka dni wcześniej znaleźli dzikie obozowisko, w którym zalegały spore ilości różnego rodzaju odpadów. Wówczas nikogo tam nie zastali, a sprawę zgłosili do zarządcy terenu, aby je posprzątał. Funkcjonariusze mieli nadzieję, że śmieci już zostały zabrane.
Ku ich zaskoczeniu w prowizorycznym namiocie zrobionym z kartonów i arkuszy folii zastali mężczyznę, który jak się okazało jest osobą bezdomną, a skromny obóz jest dla niego namiastką domu i schronieniem. Ponieważ 61-latek przebywał w warunkach zagrażających jego życiu i zdrowiu mundurowi o sprawie poinformowali pracowników Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie (MOPR) i poprosili ich o przyjazd. Niedługo potem na miejsce dotarli pracownicy socjalni i karetka pogotowia.
Ratownicy przeprowadzili badania, a pracownicy MOPR próbowali zachęcić pana do przyjęcia konkretnego wsparcia. Zachęcali go, żeby udał się do Schroniska dla Osób Bezdomnych, gdzie otrzyma: schronienie, posiłek, możliwość umycia się, kontakt z ludźmi, którzy mogą pomóc mu stanąć na nogi. Mężczyzna jednak odmówił. Twierdził, że jest samowystarczalny, przyznał jednak że cała sytuacja bardzo go wzruszyła. Powiedział, że poczuł się, jakby na chwilę ktoś przypomniał mu, że nie jest całkiem niewidzialny. Jakby sam fakt, że ktoś się zatrzymał, zapytał, zaproponował cokolwiek, miał znaczenie większe niż sama oferta.
A dla nas? Gdzieś między tymi linijkami zostanie coś mniej uchwytnego – spotkanie i myśl, że dla tego mężczyzny nie byliśmy tylko „służbą”, która przyjechała i odjechała, tylko kimś, kto się zatrzymał, zauważył go i potraktował poważnie. I ważne jest to co poczuł, że nie jest całkiem sam, że ktoś go jeszcze widzi.





