Z Mieszkańcami i dla Mieszkańców

Winieta 1

Gdzie są moi rodzice? Gdzie jest nasze dziecko?

Stracić z oczu rodziców w obcym mieście i nagle zostać samemu pośród tłumu obcych ludzi, to dla kilkulatka bardzo stresujące przeżycie. Nawet gdy wszystko skończy się dobrze, traumatyczne doświadczenie może długo powracać we wspomnieniach. Dlatego też kolejny raz prosimy rodziców i opiekunów, by bacznie pilnowali swoich pociech! W ostatnich dniach strażnicy mieli do czynienia z trzema sytuacjami, które nie powinny były się zdarzyć. W jednym przypadku chodziło o 7-letniego turystę z Norwegii, w drugim o około 4-letniego obywatela Węgier, a w trzecim o 7-letniego gościa z Niemiec.

Gdzie są moi rodzice? Gdzie jest nasze dziecko?

Sobota, 11 sierpnia. Mundurowi z Referatu II patrolowali ulicę Długą oraz Długi Targ. Około godziny 15:10 podeszło do nich dwoje turystów z Norwegii. Powiedzieli, że zgubił się ich 7-letni syn.

Wypytaliśmy małżonków o rysopis chłopca oraz miejsce, w którym ostatni raz widzieli swoje dziecko. Informacje te natychmiast trafiły na Stanowisko Kierowania i za jego pośrednictwem do wszystkich patroli, które były w pobliżu. Rodziców 7-latka postanowiliśmy odprowadzić do mieszczącego się przy ulicy Piwnej Punktu Przyjęć Interesantów Komendy Miejskiej Policji. Nim dotarliśmy na miejsce, Stanowisko Kierowania poinformowało nas, że chłopiec czeka na swoich rodziców właśnie w policyjnym punkcie przy Piwnej – mówi starszy specjalista Andrzej Baj.

Dzień później, w niedzielę 12 sierpnia około godziny 18:50 do tych samych strażników, którzy kolejny raz patrolowali Trakt Królewski, podszedł pewien mężczyzna. Powiedział, że na Długim Pobrzeżu tuż za Zieloną Bramą widział małego, zagubionego chłopca bez opieki. Mundurowi natychmiast poszli we wskazane miejsce.

Dziecko miało około czterech lat. Było przerażone, cały czas płakało. Nie można było się z nim porozumieć. Przede wszystkim próbowaliśmy uspokoić chłopca, ale nie było to łatwe. Chwilę później podeszła do nas para, na widok której dziecko zareagowało bardzo emocjonalnie. Byli to jego rodzice, obywatele Węgier. Czterolatek z płaczem rzucił się im w ramiona – opowiada starszy inspektor Piotr Milewski.

Z kolei w poniedziałek 13 sierpnia około godziny 20:00 do strażników z Referatu Profilaktyki podszedł na ulicy Długiej kelner zatrudniony w jednej z okolicznych restauracji. Mężczyzna prowadził zapłakane dziecko.

Udało nam się dowiedzieć od chłopca, że ma 7 lat i jest obywatelem Niemiec. Uspokoiliśmy go. Zaczęliśmy się rozglądać, czy w pobliżu nie ma rodziców malca. Wtedy oni do nas podeszli. Zauważyli swoją pociechę w naszym towarzystwie. Chłopiec wpadł im w objęcia – mówi młodszy inspektor Paweł Nadowski.

Na szczęście każda z opisanych sytuacji miała pomyślne zakończenie. Ale też każdej z nich towarzyszył ogromny stres oraz złe emocje, których przecież można było uniknąć…