Z Mieszkańcami i Dla Mieszkańców
Kanał RSS Twitter Kanał YouTube

Pies to też obowiązekDwie historie z czworonogami w roli głównej. W pierwszej wystarczyłoby, żeby właściciel miał trochę serca, w drugiej – trochę rozsądku. Wówczas żadna z nich nie musiałaby się skończyć interwencją strażników.

Przeszkadzał w zakupach…

Poniedziałek, 10 czerwca. Strażnicy z Referatu VI patrolowali dzielnicę Stogi. Dochodziło południe, gdy podeszła do nich kobieta i przekazała im, że na ulicy Stryjewskiego przy pawilonach handlowych od pół godziny głośno szczeka przywiązany do słupka pies. Mundurowi natychmiast udali się we wskazane miejsce. Zastali tam czworonoga, przywiązanego w taki sposób, że brakowało mu swobody ruchu. Słońce świeciło wprost na niego, nie miał jednak żadnego dostępu do wody. Zwierzę było agresywne, głośno ujadało i próbowało skakać na przechodzących obok ludzi.

Funkcjonariusze zaopiekowali się psem i podali mu wodę. Od pracownic pobliskich sklepów dowiedzieli się, że właściciel zostawił go już jakiś czas temu. W końcu na miejscu pojawił się opiekun czworonoga. Oznajmił strażnikom, że zabrał psa na spacer, ale przeszkadzał mu on w robieniu zakupów, dlatego też przywiązał go do słupka. Planował go zabrać dopiero, gdy będzie wracał do domu. Pies czekał na swojego właściciela ponad godzinę. Mężczyzna został ukarany mandatem.

Agresor na czterech łapach

Minęło kilka godzin. Strażnicy za pośrednictwem Stanowiska Kierowania otrzymali kolejne zgłoszenie. Na numer alarmowy zadzwonił mężczyzna, mieszkający na ulicy Pawiej, którego pupil został dotkliwie pogryziony przez innego psa. Funkcjonariusze od razu udali się pod wskazany adres. Pech chciał, że oba psy mieszkały po sąsiedzku i niewiele brakowało, by przykry incydent przerodził się w regularny sąsiedzki konflikt.Pies to też obowiązek

Mundurowi ustalili, że opiekun agresywnego czworonoga nie jest jego właścicielem. Zajmował się zwierzęciem podczas nieobecności swojego kolegi. Mężczyzna wyszedł z psem na spacer i spuścił go ze smyczy, aby ten mógł sobie swobodnie pobiegać.

Jako że poszkodowany psiak potrzebował fachowej pomocy, strażnicy wraz z jego właścicielem i opiekunem drugiego czworonoga pojechali do lecznicy weterynaryjnej. Mężczyzna, który nie zachował należytych środków ostrożności przy opiece nad psem, otrzymał mandat. Zobowiązał się także do pokrycia kosztów leczenia rannego zwierzęcia.

Poprzedni artykułWąż w śmietniku Następny artykułZ meleksa na komisariat