Z Mieszkańcami i Dla Mieszkańców
Kanał RSS Twitter Kanał YouTube

Oko w oko ze stadem łabędziWbrew pozorom to nie była łatwa akcja. Pomóc trzeba było choremu łabędziowi, który siedział na Motławie obok Zielonego Mostu. Jednak stado, do którego należał kontuzjowany, źle zinterpretowało intencje ratowników. Ptaki ruszyły swemu pobratymcy z odsieczą. Sam zainteresowany też nie wspierał prowadzących akcję ratunkową…

Poniedziałek, 25 stycznia. Na alarmowy numer 986 wpłynęła informacja o chorym łabędziu. Miał on siedzieć na Motławie przy Zielonym Moście, obok zacumowanego tam katamaranu. Zdaniem osoby zgłaszającej, ptakowi trzeba było pomóc. Dlatego też na miejsce pojechał patrol z Referatu I, by ocenić sytuację.

Łabędź rzeczywiście wyglądał na chorego. Funkcjonariusze poprosili o wsparcie strażaków, którzy mają odpowiedni sprzęt do prowadzenia akcji na wodzie i lodzie. Czekając na przyjazd ratowników, strażnicy postarali się o karton oraz skrzynkę, w których chory mógłby pojechać do lecznicy.

Gdy strażacy dotarli na miejsce, jeden z nich zszedł na lód, by zabrać ptaka. Jednak w tym momencie ruszyło na niego stado łabędzi, do tej pory przypatrujące się całej akcji z pewnej odległości. Ratownik musiał się czym prędzej wycofać. Nie było innej rady, by uniknąć kolejnego szturmu, należało odwrócić uwagę bojowo nastawionych ptaków.

Strażnicy przynieśli ze sklepu pieczywo. Takiej pokusie stado nie było w stanie się oprzeć. Łabędzie powoli oddalały się od swego kontuzjowanego towarzysza, ale niestety on sam również postanowił zmienić lokalizację. Odczołgał się na skraj lodowej kry. Ze względów bezpieczeństwa akcję znów trzeba było przerwać.

Na miejsce dotarła druga jednostka straży. Na lód musiało wejść więcej ratowników. Wspólnymi siłami udało im się włożyć chorego łabędzia do specjalnego pojemnika i wydostać go na brzeg. Tam ptak został przełożony do przygotowanych wcześniej kartonu oraz skrzynki. Potem przekazano go pracownikowi, przysłanemu przez Dyżurnego Inżyniera Miasta.

Chory łabędź został odwieziony do lecznicy przy ulicy Kartuskiej, gdzie zajął się nim weterynarz.

Poprzedni artykułSiedział na mrozie, pił płyn do spryskiwaczy Następny artykułOgłoszenie o naborze na stanowisko pomocnicze – Psychologa