Z Mieszkańcami i Dla Mieszkańców
100 Lat Niepodleglej Polski Kanał RSS Twitter Kanał YouTube

Nowy rozdział życia Pana Andrzeja

Zasłużona emerytura dla naszego Kolegi Andrzeja Dziadowicza. Nie ukrywamy, będzie nam brakowało na co dzień jego uśmiechu oraz dobrych słów, których nam nigdy nie szczędził. Liczymy jednak, że Pan Andrzej o nas nie zapomni i zawsze znajdzie czas, by wpaść do siedziby straży, opowiedzieć nowe i dawne historie.

A jest co opowiadać! Andrzej Dziadowicz jest jednym z niewielu funkcjonariuszy, którzy służą w formacji od chwili jej powołania, czyli od października 1991 roku. Zaczynał jako strażnik, potem oddelegowano go do zabezpieczenia siedziby Rady Miasta, przez pewien czas stale współpracował z policjantami z komisariatu na Oruni, był też operatorem miejskiego monitoringu, natomiast w ostatnim czasie można go było spotkać na dyżurce w siedzibie Straży Miejskiej przy ulicy Elbląskiej.

Strażnik z powołania

Zawsze najważniejsza była dla mnie świadomość, że pomagam innym – podkreśla Pan Andrzej. Przy okazji wspomina sytuację sprzed lat, gdy na Żabiance na stawie pod pewnym mężczyzną załamał się lód. Dzięki szybkiej i heroicznej akcji Pana Andrzeja oraz jego kolegów, udało się uratować tonącemu życie.

Na ratunek spieszył Pan Andrzej nie raz. Kilka lat temu trzeba było pomóc jeleniowi, który niefortunnie zakleszczył się w płocie ówczesnej Akademii Medycznej. Nie była to łatwa akcja, zwierzę było bardzo wystraszone i niezbyt chętne do współpracy. Musieliśmy z kolegami użyć pasów, by wygiąć pręty ogrodzenia i oswobodzić jelenia. Trzeba było uważać, by nie zrobić mu krzywdy, ale też nie dać się poturbować. Udało się! Wszystko skończyło się szczęśliwie – opowiada Pan Andrzej.

Nowy rozdział życia Pana AndrzejaWśród Jego wspomnień brakuje niestety jednego z najważniejszych zdarzeń. Pan Andrzej nie mówi o nim przez skromność? Opowiadają za to jego koledzy, jak to było, gdy po służbie stanął w obronie swojej sąsiadki, napadniętej przez dwóch młodych mężczyzn. Dla niego interwencja skończyła się złamaną ręką oraz zwolnieniem lekarskim. Dobrze, że tej kobiecie nic się nie stało – dodaje nieśmiało Pan Andrzej.

Jakich zasad trzymał się przez lata, że dane mu jest kończyć służbę w tak pięknym stylu? Trzeba godnie wypełniać swoje obowiązki, a mundur nosić z dumą – nawet wtedy, gdy pojawiają się przeciwności i słyszy się słowa krytyki. Szacunek dla innych to podstawa – podkreśla. I dodaje: Nie wolno zapominać, że to strażnik jest dla mieszkańca, a nie odwrotnie…

Współpracownicy o Panu Andrzeju

To jest z natury dobry człowiek, zawsze życzliwy, pełen empatii i chęci pomagania innym. Spokojny, wyważony, z poczuciem humoru, bardzo lubiany przez koleżanki i kolegów – mówi o Andrzeju Dziadowiczu Naczelnik Wydziału Organizacji, Kadr i Szkolenia Marek Sawicki.

Nasze wspólne początki w straży nie były łatwe. Kiedy wprowadzaliśmy się do pierwszej siedziby przy ulicy Chlebnickiej, okazało się, że w długo nieużytkowanym budynku szwankuje elektryka. I to właśnie Andrzej podjął się jej naprawienia. To co było do zrobienia, zrobił sam i bez pytania o zapłatę – wspomina Kierowniczka Monitoringu Wizyjnego Mirosława Zawadecka.

Nowy rozdział

Pan Andrzej wciąż nie dowierza, że to już emerytura! Jak mówi, będzie mu brakowało stałego kontaktu i codziennych rozmów z innymi strażnikami. Obiecuje jednak, że w siedzibie straży będzie częstym gościem.

Trzymamy za słowo, Panie Andrzeju i życzymy bardzo dużo zdrowia oraz pogody ducha – tej, którą do tej pory każdego dnia dzielił się Pan z nami…

Fot: Kierownictwo Straży Miejskiej w Gdańsku podziękowało Panu Andrzejowi Dziadowiczowi za wieloletnią służbę

Poprzedni artykułUwaga! Strażnik interweniuje zawsze w umundurowaniu Następny artykułStatystyka: sierpień 2014