Z Mieszkańcami i Dla Mieszkańców
Kanał RSS Twitter Kanał YouTube

Straż Miejska w Gdańsku w okresie letnim patroluje miejskie akweny wodne. O pracy patrolu wodnego opowiadają strażnicy z Referatu II: strażnik Grzegorz Zykubek i mł. inspektor Andrzej Kret.

Czym zajmuje się patrol wodny?

GZ: Patrol wodny to przede wszystkim działania wobec zagrożeń związanych z kąpielą w miejscach zabronionych. W okolicach Starego Miasta są to przypadki osób pod wpływem alkoholu, które na przykład próbują wygrać zakład, że przepłyną Motławę na drugą stronę albo ochłodzić się w dni upalne. Jako strażnicy mamy uprawnienia, aby ukarać osoby, które kąpią się w miejscu zabronionym. Motława jest kanałem wodnym, żeglownym, który jest oznakowany. Ponadto interweniujemy, gdy spożywany jest alkohol oraz zwracamy uwagę na poruszanie się z nadmierną szybkością. W tym ostatnim przypadku informujemy osoby o zagrożeniach, jakie stwarzają i konsekwencjach zbyt szybkiego pływania na wodzie.

Zdarzało się wam kogoś ratować?

AK: Kiedyś zabezpieczaliśmy wyścigi łodzi motorowych na trasie Brzeźno-Sopot. Mieliśmy wtedy jeszcze 2 łodzie Sportis. Na Zatoce Gdańskiej odbywały się również regaty jachtów. Odebraliśmy sygnał, że jakiemuś żeglarzowi złamał się maszt i dryfował, a była już spora fala. Udało nam się go znaleźć, niemal cudem, bo był to taki mały biały jachcik, a na wodzie pełno grzywek. Kawał drogi od lądu w głąb zatoki, jeszcze raz tyle co do statków na redzie. Udało się nam wyciągnąć ten maszt. Holowaliśmy jacht na zmianę przy dużej fali i dopłynęliśmy w końcu bezpiecznie do portu. Żeglarz miał prawie 80 lat.

Gdzie więc można spotkać strażników na wodzie?

GZ: Od Starego Miasta do mostu pontonowego w Sobieszewie i do Górek Zachodnich, a w drugą stronę aż do wyjścia przy Westerplatte.

AK: Motława, kanały portowe, Martwa Wisła, Opływ Motławy aż po Krępiec.

Przeprowadzacie również kontrole akwenów pod względem zaśmiecania.

AK: Tak. Na początku maja robiliśmy zdjęcia najbardziej zaśmieconych terenów i zebrała się tego masa, prawie 20 spraw, które są prowadzone. Przydałaby się jakaś łódka służb komunalnych z podbierakiem, takie „wodne pogotowie śmieciowe”, które zajmowałoby się na co dzień sprzątaniem wody – na telefon lub na bieżąco mogliby pływać i zbierać śmieci na wodzie. Bez względu na to, czy teren na brzegu należy do kogoś, a za wodę jest odpowiedzialny ktoś inny. Ustalanie właściciela, dotarcie do niego i wyegzekowanie uprzątnięcia zazwyczaj trwa, a śmieci cały czas pływają.

GZ: Zdarza się, że przyjdzie fala i przerzuci śmieci na brzeg albo kierunek wiatru się zmieni i śmieci przemieszczą się z jednej strony na drugą, albo z kanałów portowych wpłyną na Stare Miasto. Czasem też wiatr wrzuca śmieci do wody.

AK: Jak natrafimy na jakiś spory element, który może stwarzać zagrożenie, to zgłaszamy to do Urzędu Morskiego w Gdyni i oni wysyłają łódź, która to sprząta. Jeżeli dajemy radę, to często sami usuwamy go na brzeg.

Dla miasta turystycznego czystość kanałów wodnych powinna być ważna.

GZ: Nie tylko to. Przy Długim Pobrzeżu powinny się znaleźć koła ratunkowe. Jedyne koło ratunkowe wystawione jest w pobliżu jednego z hoteli. Rozumiem, że koła takie mogą zostać skradzione lub uszkodzone, ale należałoby coś zrobić, aby odpowiednio zabezpieczone znalazły się na nabrzeżu. Zdarza się, że ludzie wchodzą na barierki, robią sobie zdjęcia przy wodzie. Jeśli ktoś wpadnie do wody, to może się źle skończyć. Nie każdy umie pływać.

Zdarza się wam wystawiać mandaty za kąpiel w miejscu zabronionym?

AK: Generalnie naszą łódź widać z daleka. Gdy ludzie nas widzą, to nie popełniają wykroczeń albo uciekają. Nie wszędzie możemy dobić do brzegu, aby podjąć interwencję, a jak się dopłynie to też nie wszędzie można wyjść z łódki. Łódka to nie rower. Na wodzie nasze działania są przede wszystkim prewencyjne. Jak ktoś płynie w rozpiętym kapoku i wpadnie do wody, to jasne jest, że wypadnie też z kapoka. Zwracamy więc uwagę, że powinno się zapiąć kapok. Dotyczy to szczególnie kajaków.

Posiadacie specjalne uprawnienia do kierowania łodzią?

GZ: Trzeba mieć patent starszego sternika motorowodnego. Sam patent to pierwszy krok. Dochodzi doświadczenie. Inaczej łódka się zachowuje na spokojnej wodzie, inaczej, gdy wieje wiatr boczny, inaczej, jak jest fala i gdy jest wiele innych czynników. Ponadto jesteśmy przeszkoleni, jak posługiwać się radiostacjami morskimi, jak wzywać pomocy na wodzie, jak odbierać sygnały i informować. Przechodziliśmy kursy ratownicze, choć nie ma obowiązku, abyśmy byli ratownikami wodnymi. W wodzie pierwsza pomoc różni się trochę od pomocy na lądzie. Trzeba umieć człowieka ratować i wyciągać z wody.

Na koniec jeszcze jakaś historia z patrolu wodnego.

AK: Kiedyś mieliśmy człowieka, który przy Targu Rybnym wypłynął na środek w całym ubraniu, z dokumentami, z telefonem i chciał się utopić, ale jakoś nie mógł. Nie chciał, aby mu pomóc. Niemal stoczyliśmy walkę, aby go wyciągnąć z wody. Wezwaliśmy pogotowie ratunkowe na miejsce. Natomiast w ubiegłym roku w czasie Euro pewien Holender „po spożyciu” założył się z kolegami, że przepłynie Motławę tam i z powrotem… Przepłynął na stronę filharmonii i nie miał sił wrócić. Nie mógł też wyjść, bo tam jest wysoki brzeg betonowy. Został przez nas wyciągnięty z wody, więc przegrał zakład.

Dziękuję za rozmowę.

Fotorelacja – Patrol wodny

Poprzedni artykułStraż Miejska w Gdańsku na Twitterze Następny artykułMartwy mężczyzna przy śmietniku